15 maja, 2021

Kto stoi za zniszczeniem oddziału TPD w Białymstoku?

TPD Białystok


Towarzystwo Przyjaciół Dzieci w Białymstoku istniało w naszym mieście i regionie od wczesnych lat 60-tych. Najstarsi pamiętają słynne kolonie w Woźnej Wsi i innych ośrodkach wczasowych. Jeszcze nie dawno istniały świetlice, kursy językowe, poradnie prawne i wiele wiele innych inicjatyw. Oddział wzorowo korzystał z Miejskich dotacji na różne przedsięwzięcia i działał z pożytkiem dla mieszkańców i ich pociech. Tak było do 3 grudnia 2018 r. Co się stało, że firma istniejąca  60 lat zniknęła w 4 tygodnie?

Egzekucję białostockiego oddziału przygotowały trzy ośrodki: Zarząd Główny TPD, Oddział Miejski TPD w Łomży którego prezesem jest wieloletni działacz Jan Szymański i oddział Miejski TPD w Suwałkach którego prezesem jest Lilianna Zielińska ( żona znanego polityka PiS). Podział łupów miał być prosty: Zarząd Główny TPD przejmował majątek czyli nieruchomości – nota bene wybudowane społecznie przez Białostoczan – a ośrodki TPD w Łomży i Suwałkach przejmowały całą liczną klientelę wypracowaną latami w pocie czoła przez białostockich działaczy.

Do czarnej roboty likwidacji OM TPD powołano pięć osób, jako tak zwany zarząd komisaryczny, który statutowo mógł działać 3 miesiące. Całością dowodził Mirosław Guzewicz, dyrektor jednej z podbiałostockich szkół związany z politykami PiS (co nie jest bez znaczenia, bo pokazuje dobitnie, że ta grupa nieźle dogaduje się z „leśnymi dziadkami” – czytaj ludźmi dawnego układu – z poprzedniej epoki których nie brakuje w ZG). Guzewicz do zarządu komisarycznego wciągnął swoją podwładną, nauczycielkę, Weronikę Kamińską Biegańską i byłą pracownicę białostockiego oddziału Magdalenę Sokolewicz. W skład weszli wcześniej wymieniony Jan Szymański (zapewne dla pilnowania interesów Łomży) i księgowa z TPD w Suwałkach Irena Parejko (co ciekawe powołana do „zarządu komisarycznego” bez jej wiedzy i zgody) – ale jak widać w oddziale Pani Zielińskiej, żony znanego polityka PiS można dużo więcej – przecież interesów oddziału w Suwałkach też ktoś musi pilnować. A co może partia rządząca w dzisiejszych czasach – każdy na własne oczy widzi.

Całe to towarzystwo za nic miało literę prawa, bo jakoś tak dziwnie się stało, że powołujący zapomnieli od kandydatów na członków zarządu komisarycznego odebrać aktów woli. Inaczej mówiąc na 5-ciu członków w/w zarządu komisarycznego nikt nie wyraził zgody by w tym zarządzie być. Sprawa odbyła się w ten sposób że przed głosowaniem uchwały p.Mirosław zadzwonił do p.Magdaleny z zapytaniem: czy nie chce posprzątać w TPD? No, ale posprzątać, a wyrazić zgodę na pełnienie funkcji członka zarządu to chyba stanowi jakąś różnicę? Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jakiś szary obywatel tak postąpił – „mundurek w paski” gwarantowany. No ale ludzie powiązani z politykami obozu władzy to co innego.

Zarząd komisaryczny

Zarząd komisaryczny, jak mówi definicja to zarząd naprawczy. Owa ,,naprawa” Oddziału TPD w Białymstoku była wręcz ekspresowa – trwała zaledwie kilka tygodni, a efektem „działań naprawczych” był błyskawiczny zgon stowarzyszenia, a wręcz jego brutalna eksterminacja. Niestety – nie jest to nic nowego w naszej współczesnej rzeczywistości. Jeszcze nie tak dawno byliśmy świadkami bezsensownego upadku stadnin konnych w Janowie i Michalowie, a teraz padło na TPD w Białymstoku. Nikt nie płakał po perłach Polskiej gospodarki, które w rozkwicie przetrwały okupację Niemiecką i 50 lat komuny, więc kto będzie płakał po jakimś tam TPD w Białymstoku? Jednak nam – dziennikarzom, nie przystoi dopuścić, żeby o sprawie zapomniano i zamieciono ją pod dywan. Zwłaszcza że likwidatorzy wywodzą się z jednej „stajni”. W internecie można odnaleźć mnóstwo zdjęć i publikacji jak to nasz ,,bohater” pozuje do zdjęć z prominentnymi politykami – tych samych, którzy m.in. pogrzebali stadniny w Janowie i Michałowie.

Wejście zarządu komisarycznego nastąpiło 3 grudnia 2018 r. i całkowicie sparaliżowało działanie OM TPD w Białymstoku, przy jednoczesnym wygenerowaniu ogromnych długów przepisanych na konto, poprzez celowe nierozliczenie dotacji, by upadkowi nie można było zaradzić. Trzeba zauważyć że dotacje rozlicza się zawsze z końcówką roku kalendarzowego lub do 30 stycznia następnego roku, a więc w okresie kiedy działał tzw. zarząd komisaryczny. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż zespół pana Guzewicza, oskarża o owe długi zarząd, któremu sam uniemożliwił pracę i rozliczenie tychże dotacji.

Należy dodać że w wyżej opisanej sprawie organy ścigania prowadzą liczne postępowania wyjaśniające, a na początku 2021 r. prokuratura przedstawiła już pierwsze zarzuty związane z działalnością w/w „wybawców”. Sama dokumentacja pokontrolna wybryków, których dokonał ów „zarząd komisaryczny” działający na polecenie ZG TPD , zajmuje miejsce kilkudziesięciu dużych segregatorów, a z racji na toczące się postępowania, będziemy je ujawniać stopniowo, po zakończeniu postępowań. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że po ponad dwóch latach od zdarzeń, członkowie zarządu komisarycznego udają że w ogóle tego zarządu nie było, bądź twierdzą że oni sami nie działali. Narrację tę podtrzymuje ZG TPD w Warszawie, który zapewne „przypadkiem” zapomniał zgłosić powołanych przez siebie członków do KRS, a dziś uparcie twierdzi, że nikt w tej sprawie nie działał. Należy dodać że obowiązek rejestracji w terminie 7 dni spoczywa na powołującym zarząd komisaryczny. Duchy Panie, Duchy!

W związku z powyższym, nasza redakcja chce pomóc by sprawa nie została zamieciona pod dywan. Poszukujemy ludzi, którzy mogą mieć istotne informacje odnośnie działania oddziału z czasu sprzed i po opisanych zdarzeniach. Takie osoby prosimy o kontakt pod adresem caliber45@o2.pl.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *