15 maja, 2021

ZEPSUTE ŚWIĘTO I CIERPKIE JAGODY – Marsz Niepodległości oczami Habakuka


Piękny moment naszej historii, Marsz Niepodległości, wspaniała okazja do wspólnego świętowania naszego zwycięstwa i odzyskanej po 123 latach wolności – po raz kolejny przerodziły się w okropne sceny, gorszące widowisko, niestety budzące obawy o moralną kondycję Polaków i przebieg kolejnych rocznic. 

Pierwszy raz miałem okazję uczestniczenia w centralnych obchodach tej pięknej rocznicy w naszej historii. Zawsze jakoś nie było okazji, – charakter mojej pracy rzadko pozwala mi rzucić wszystko i wybrać się na taką imprezę. Cieszyłem się, że będę mógł tam być, tym bardziej, że wybraliśmy się tam z zespołem naszej redakcji i miała to być nasza pierwsza wspólna akcja dziennikarska. Przygotowaliśmy się na trochę wywiadów, mieliśmy zamiar popytać ludzi podczas marszu o ich opinie, wrażenia, odczucia, – nie wykluczaliśmy też rozmowy z osobami postronnymi, w planach były też rozmowy z oponentami, może też z atakującymi świętujących – tak dla ukazania pełnego obrazu sytuacji. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się niczego nowego, nie oczekiwałem spokojnego przebiegu – raczej jestem realistą i mając wiedzę na temat poprzednich edycji, zakładałem, że spokojnie może nie być. Nie musiałem długo czekać… 

Organizatorzy „Cyklicznego Marszu Niepodległości” otrzymali zakaz organizacji wydarzenia. Mając jednak na uwadze ostatnie strajki i marsze w całej Polsce, które w żaden sposób nie były ograniczane ani tłumione, postanowili mimo zakazu zorganizować marsz. W niedzielę wieczorem, przed datą wydarzenia ogłosili zmianę formuły ustalając  przejazd autami i motocyklami określoną trasą, w przekonaniu, zresztą słusznym, że ten sposób zapewnią bezpieczeństwo wszystkich zgromadzonych. 

Zepsute święto

Wszystko szło zgodnie z planem do momentu spotkania i utworzenia kolumny pojazdów. W naszym przypadku był to parking pod Warszawskim Torwarem, zgodnie z ustaleniami mieliśmy tam dołączyć do kolumny samochodów i motocykli razem z pojazdami Ruchu Narodowego i Konfederacji. Początek był piękny. Samochody poruszające się wolno, majestatycznie, pięknie przyozdobione flagami, barwami narodowymi, kierowcy i pasażerowie ubrani odświętnie, całe rodziny z dziećmi cieszącymi się z okazji tak pięknego spotkania i tym razem, ku uciesze najmłodszych, nietypowo, bo samochodem. Radość nie trwała długo. Zostaliśmy zatrzymani na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej i w zasadzie tam skończył się nasz udział w świętowaniu 102 Rocznicy Odzyskania Niepodległości. Po dwóch godzinach oczekiwania na jakąkolwiek decyzję Policji dowiedzieliśmy się, że musimy zaparkować samochody najbliżej na Placu Bankowym i dołączyć do marszu pieszo. Udało nam się. Złapaliśmy „ogon” pochodu dopiero na Moście Poniatowskiego. A tam, dalej na Błoniach Stadionu Narodowego, czekał nas już tylko smutny obraz zupełnie niepotrzebnej, regularnej bitwy Policji ze zgromadzonymi, których i tak w tym roku, ze względu pewnie na okoliczności było niewielu. Do dziś brzmią mi w uszach dźwięki śmigłowców, przerywane co jakiś czas złowrogimi komunikatami ostrzeżeń. Z tegorocznego Marszu Niepodległości zapamiętam wybuchy petard, światła rac i zapach gazu pieprzowego, – niezliczone „białe kaski” uzbrojonych policjantów oskrzydlających zgromadzonych, – według moich obserwacji zupełnie nieprowokujących żadnych zamieszek.

Cierpkie jagody

Cały ten smutny obraz przypomina mi fragment Księgi Izajasza. Prorok w piatym rozdziale swego dzieła pisze o winnicy. Jakże ta wizja przypomina obecny stan naszej Ojczyzny, naszego domu, nas samych. Gospodarz zrobił wszystko co konieczne, i

Spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody” [Iz 5].

Chciał by jego winnica wydała dobre owoce, smaczne winogrona. Uczynił nawet więcej niż powinien, – ukochał swoje dzieło, włożył w to całe serce, a ona wydała bezużyteczny, niejadalny owoc. Nasza Ojczyzna w całej swojej historii miała wiele momentów, w których Bóg w sposób cudowny interweniował, zarówno swoją mocą, poprzez cudowne wydarzenia i nadzwyczajną interwencję, co nazywamy cudami, – jak też przez wstawiennictwo Maryi i Świętych, których wśród pokoleń Polaków nigdy nie brakowało. I nie chodzi tu o twierdzenie, że Polacy są narodem szczególnie umiłowanym i wybranym, – może i tak jest – lecz o to, że nie da się zanegować wielu wydarzeń z naszej historii. Nie można też dziejów naszej ojczyzny zrozumieć bez odniesienia do wiary, moralności i przywiązania do Winnicy, którą jest Kościół. To jest dzieło Boga – On je przez wieki umacniał – parafrazując opis Izajasza –

„Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni, a po środku zasadził szlachetną winorośl i wykuł tłocznię”. [Iz 5, 2]

Zobacz też: Marsz Niepodległości 2020 [Relacja LIVE]

Ten Naród był przez wieki bezsprzecznie pod opieką Najwyższego. Bo jak wytłumaczyć chociażby cud obrony Częstochowy podczas najazdu heretyckich barbarzyńców z północy, jak opisać słowami orędzie Matki Bożej w Gietrzwałdzie – skierowane do Polaków pod zaborami, otoczonych zewsząd pruskimi heretykami usiłującymi wykorzenić wraz z mową i pismem katolicką wiarę tego Narodu. Maryja tylko raz, właśnie tam, przemówiła do nas w naszym ojczystym języku. Jakiż wówczas strach padł na protestanckiego zaborcę…

Upadek winnicy

A ten lud, który po 123 latach niewoli, otrzymał dar wolności, – wypracowany walką, licznymi powstaniami, wytężoną pracą, potęgą intelektu i dyplomacji, a przede wszystkim mocnym ramieniem Boga i Jego Świętych, popadał w kolejne, coraz to gorsze niewole. Pycha, arogancja, buta, rozpasanie, grzechy publiczne, doprowadziły do niepowetowanych strat ludzkich i moralnych, zamykając nas w ogniu wojny i kolejnych czterdziestu lat niewoli, tym razem bolszewickiej. Nie to jest jednak najgorsze. Największym bowiem wrogiem tego narodu zawsze było i jest warcholstwo, brak zdolności wyciągania wniosków i pracy nad sobą. To właśnie teraz doprowadziło nas tak naprawdę do „krawędzi”. Ta sytuacja zmusza nas, Polaków do poważnych decyzji, do dokonania ostatecznych wyborów, – czas bowiem jest krótki. Pieśń o winnicy Proroka Izajasza kończy się słowami, które dla nas powinny być ostrzeżeniem, a może nawet kubłem zimnej wody na otrzeźwienie, –

„Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi i prawowierności, a oto krzyk grozy…”[Iz 5, 7]

Gorzki był dla mnie, – wiem, że i dla wielu z nas, ten ostatni marsz – jeżeli w ogóle możemy ten „dziwaczny event” nazwać marszem?! Cierpki był jego smak, kiedy mamy świadomość, że zawiedliśmy, – wszyscy jako Naród, że ciągle jesteśmy zniewoleni zabobonem, zakompleksieni i pozbawieni poczucia wartości, że wciąż dajemy się wciągać w polityczną grę cyników, że dajemy się rządzić ludziom nikczemnym i moralnie skarłowaciałym. Obrazy z tegorocznego spotkania na ulicach Warszawy to smutny obraz upadku winnicy, który słusznie został nazwany przez jednego z posłów „konduktem żałobnym”.

Tylko jedno wyjście

Najgorsze jest jednak to, że odwróciliśmy się od Boga, straciliśmy zmysł wiary, zaprzepaściliśmy szanse odrzucając Jego łaskę i miłosierdzie. Staliśmy się w swojej narodowej pysze tak zuchwali i pewni siebie, że nie zauważyliśmy swego własnego upadku. I jest to wina wszystkich warstw społecznych, instytucji, polityków, Kościoła i każdego z osobna. Jestem przekonany, że jedyną słuszną drogą jest zwrócenie się do Boga, odwołanie się do naszej Matki Maryi, do naszych świętych Patronów. Musimy wszyscy, jako jedna wspólnota, jako Naród wejść na drogę POKUTY. Tylko ta postawa moralna, to usposobienie może nas oczyścić, zniwelować grzech toczący nasze społeczeństwo – zabójstwa nienarodzonych, zdrady i rozbicie rodzin, brak szacunku dla najstarszych, chciwość i lichwa, lenistwo i pijaństwo, szerzący się ateizm i apostazja, a także, co najbardziej bolesne, grzechy przeciw najmłodszym. Wejście na drogę pokuty – oczyszczenia jest konieczne, bo każdy grzech niesie za sobą skutki, a te dotykają nie tylko sprawców grzechów, ale nas wszystkich. Jeszcze nie jest za późno, choć czasu pozostało niewiele. Ten czas daje nam Bóg. Może to już ostatnia szansa, aby gdy On przyjdzie powtórnie – a Jego nadejście jest pewne – znalazł nas czuwających i wolnych od wszelkiego zła.

„Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” [Mt 24,42]


2 thoughts on “ZEPSUTE ŚWIĘTO I CIERPKIE JAGODY – Marsz Niepodległości oczami Habakuka

  1. 100 % prawda. I niestety, natura ludzka jest bardzo zepsuta. Czytamy dzieciom Biblię dla najmłodszych i ze zdumieniem odkrywamy na nowo, że historia Izraela to pasmo zdrad i nawroceń po ciężkich doświadczeniach… Nie jesteśmy inni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *